04.07.2010. Moment przełamania.
Dzień. Zwykły ponury dzień. Kiedyś miałby tysiące barw, zapachów, smaków... Ale nie teraz. Teraz kiedy czuję, że się spalam, wypalam, i kto wie co tam jeszcze się ze mną dzieje... Unikam odpowiedzialności za własne myśli, uczucia... Nie jestem w stanie powiedzieć zwykłego dziękuję. Nigdy wcześniej nie miałem takich problemów. Często zastanawiam się nad sensem swej egzystencji. Co z tego, że jestem zdrowy fizycznie, skoro mój umysł nie potrafi się pozbyć jednej osoby z pamięci, a o sercu już nie wspomnę. Mam serdecznie dosyć robienia wiecznie dobrej miny do złej gry, udawania, że nawet jeśli jest mi ciężko, to daje sobie z tym radę.
Nie umiem kochać nikogo innego. Próbuję, ale nie umiem. Zbyt wiele wspomnień, zbyt silne uczucie. Nie chce kochać nikogo innego chociaż wiem, że nie umiałbym zaufać tej drugiej stronie, a przecież związek bez zaufania nie ma najmniejszego sensu.... Nie wiem, potrzebuje nabrać trochę dystansu do tego... Frycek by mi się przydał... Swoją drogą jeśli to będziesz czytać Frysiu to wpadnij do mnie w środę :* Jak coś to weź ze sobą aparat ^^